Co zobaczyć w Maroko - zdjęcie główne

Co zobaczyć w Maroko? Atrakcje turystyczne, które warto zwiedzić

Dodane:
|
Photo of author
Matylda

Na tej stronie znajdziesz oferty sponsorowane, a także wyszukiwarkę wczasów od naszego partnera - Wakacje.pl.

Notka od autora: W tym artykule dowiesz się co zobaczyć w Maroko – kraju, który wciąga jak najlepszy serial i nie pozwala się nudzić. Za kilka minut będziesz wiedział które atrakcje turystyczne Maroka najbardziej do Ciebie przemawiają i są warte odwiedzenia. Zapraszam do lektury!

Maroko to taki kraj, gdzie co zakręt, to inny świat. Tu pustynia, tam góry, dalej ocean, a po drodze jeszcze bazar z dywanami, które „same latają, Inshallah”.

Można tu przez tydzień gubić się w soukach, a potem przez kolejny wgapiać w zachód słońca nad wydmami.

W tym artykule przelecimy przez najciekawsze miejsca, które trzeba zobaczyć podczas pobytu w Maroku (no, przynajmniej kilka z nich). Będzie Marrakesz, Fez, góry Atlas, Essaouira, Sahara i kilka mniej oczywistych perełek.

Bo Maroko to nie tylko herbata miętowa i zdjęcia z wielbłądem. To klimat, zapachy, kolory i przygoda, która zostaje z Tobą na długo.

Zatem, co warto zobaczyć w Maroko? Sprawdzamy!

Co zobaczyć w Maroko – w skrócie

  • Marrakesz – chaos, kolory i aromaty. Plac Djemaa el-Fna, souki, ogrody Majorelle i mozaikowe pałace.
  • Fez – największa medyna w Maroku, uniwersytet sprzed wieków i niezapomniany zapach garbarni.
  • Chefchaouen – błękitne miasto jak z bajki. Idealne na zdjęcia i relaks.
  • Essaouira – ocean, wiatr, rybne grille i klimat surfersko-boho.
  • Sahara (Merzouga) – wielbłądy, noc w namiocie i gwiazdy jak z photoshopa. Największa przygoda.

To naszym zdaniem 5 największych atrakcji turystycznych Maroka, ale czytając artykuł do końca poznasz ich więcej.

Marrakesz

Jeśli Maroko to jazda bez trzymanki, to Marrakesz jest kierowcą z ręką na klaksonie. Tu wszystko dzieje się naraz. Kolory, dźwięki, zapachy, ludzie, skutery, dym z grilla i nawoływania handlarzy.

Dostajesz to wszystko w jednej chwili i nie wiesz, czy się śmiać, czy uciekać. Ale potem wchodzisz głębiej i… zostajesz. Bo tego chaosu nie da się nie pokochać.

Start obowiązkowy to plac Djemaa el-Fna, który za dnia jest dość spokojny (jak na Marrakesz), ale wieczorem zamienia się w teatr bez reżysera. Pokazy ognia, opowiadacze historii, zaklinacze węży (trochę cringe, ale klasyka), stoiska z jedzeniem, którego nie znasz, ale chcesz spróbować. Wszystko pachnie przyprawami i grillowanym mięsem. I trochę spaloną cebulą!

Potem souki czyli labirynt straganów z dywanami, lampami, olejkami, butami, przyprawami i milionem rzeczy, których nie potrzebujesz. Ale kupisz. Bo w Marrakeszu się negocjacjom się nie oprzesz! Tylko pamiętaj, żeby nie zgubić drogi powrotnej. Bo medyna to jak gra RPG, ale bez mapy.

I jeszcze Pałac Bahia albo Medersa Ben Youssef, jeśli lubisz mozaiki i klimat dawnych wieków.

A co odpuścić w temacie, co zobaczyć w Maroko na przystanku Marrakesz? Muzeum Dar Si Said to trochę nudy, jeśli nie masz hopla na punkcie dywanów.

Marrakesz to obowiązkowy punkt programu. Trochę męczy, ale wciąga. Jak harissa, która piecze, ale chcesz więcej.

Fez

Jeśli Marrakesz to chaos, to Fez to jego starszy, mądrzejszy brat, który ma więcej historii w jednym zaułku niż niejedno muzeum.

To właśnie tutaj znajdziesz największą medynę w Maroku, wpisaną na listę UNESCO i wyglądającą tak, jakby czas zatrzymał się 700 lat temu. Zero żartów. Tu dalej jeżdżą osły, a Google Maps poddaje się po trzecim skręcie.

Fez to miasto wiedzy, religii i rzemiosła. Właśnie tu działa najstarszy uniwersytet świata Al-Karawijjin, założony w IX wieku. Tak, dobrze czytasz. Dziewiątym.

A obok medresy, meczety, biblioteki i mozaiki, które wyglądają jak z katalogu z ceramiką. Można chodzić godzinami i ciągle odkrywać coś nowego. Lub (jak większość) po prostu się zgubić i uznać to za część planu.

No i garbarnie. Chouara to najsłynniejsza i najbardziej… aromatyczna. Wchodzisz na dach któregoś ze sklepików, dostajesz listki mięty pod nos i patrzysz, jak ludzie farbują skóry w kolorowych basenach. Widok jak z filmu. Zapach? Też. Tylko że z gatunku „trudny, ale zapamiętasz na zawsze”. I właśnie tam kupisz pantofle, torby i paski robione dokładnie tak jak 500 lat temu.

A jak to wszystko ogarnąć, żeby nie błądzić? Warto wziąć lokalnego przewodnika, ale nie tego, co sam się do Ciebie przykleja, tylko kogoś polecanego. Albo po prostu odpuścić kontrolę i pozwolić, by Fez Cię poprowadził. Bo tu nawet zgubienie się ma swój urok.

Więc jeśli pytasz, co warto zobaczyć w Maroko, a lubisz miasta z duszą, Fez to obowiązkowa stacja. Trochę zapachów, trochę zakrętów, dużo magii. I zero nudy.

Chefchaouen

Jeśli kiedykolwiek miałeś ochotę wejść do niebieskiego snu, to witaj w Chefchaouen. To miasteczko wygląda jakby ktoś wziął pędzel i pomalował wszystko w różnych odcieniach błękitu: ściany, drzwi, schody, doniczki, nawet koty wyglądają tu bardziej pastelowo.

Jeśli rozkminiasz co zobaczyć w Maroku, a szukasz bajkowego miejsca, które nie wygląda jak z tej planety to zdecydowanie wybierz się do Chefchaouen.

Dlaczego wszystko jest błękitne? Nikt nie wie na pewno. Jedni mówią, że to tradycja żydowska. Inni, że błękit odstrasza komary. A jeszcze inni, że po prostu wygląda dobrze na zdjęciach. I tu się akurat zgadzamy.

To jedno z najbardziej fotogenicznych miejsc w całym Maroku. Nie musisz mieć lustrzanki. Smartfon spokojnie wystarczy, bo światło i kolor robią całą robotę.

Ale Chefchaouen to nie tylko Insta-dywan i niebieskie drzwi z hasztagiem #nofilter. Poza pozowaniem do zdjęć warto przejść się na punkt widokowy przy meczecie hiszpańskim (Mosquée Bouzaafar).

Zachód słońca stamtąd to złoto. Dosłownie, bo góry robią się pomarańczowe, a miasto pod nimi świeci jak lodowa kraina.

W samym centrum warto odwiedzić plac Uta el-Hammam z twierdzą kasba i spokojnymi kawiarniami, gdzie herbata miętowa smakuje jak poezja. Można też wyskoczyć na krótki trekking w góry Rif, jeśli chcesz zobaczyć coś więcej niż fasady i schody.

Ile czasu tu spędzić? Minimum jedną noc. Najlepiej dwie. Żeby poczuć klimat, nacieszyć się spokojem (tak, to naprawdę spokojne miejsce!) i porobić zdjęcia, kiedy nie ma jeszcze wycieczek z aparatami. Poranek to Twój czas… błękit, cisza i koty rozciągające się na schodkach.

Essaouira

Jeśli Maroko zaczęło Cię już trochę męczyć hałasem, naganiaczami i zgiełkiem medyn, to Essaouira wchodzi jak miętowa herbata z lodem. Portowe miasteczko z zachodnim luzem, oceanem na wyciągnięcie ręki i wiatrem, który rozwiewa wszystkie problemy (i czasem fryzurę).

To jedno z tych miejsc, gdzie można zwolnić bez poczucia winy.

  • Medyna? Jasne, jest. Ale bez chaosu.
  • Ludzie? Uśmiechnięci, nie nachalni.
  • Atmosfera? Taki relaks, że aż chce się zostać dłużej. Do tego zapach soli, ryb i przypraw, czyli miks, który dziwnie dobrze działa na zmysły.

Essaouira słynie z wiatru, dlatego surferzy i kitesurferzy mają tu swoje Eldorado. Ale spokojnie, jeśli nie kręci Cię stanie na desce, możesz po prostu usiąść na plaży i patrzeć, jak inni walczą z falami.

Plus, zawsze można skusić się na świeżo złowione owoce morza prosto z portowych grillów. Sardynki, kalmary, krewetki, a wszystko prosto z sieci i za grosze.

Jednym z największych uroków miasta są mury obronne z widokiem na ocean. Spacer po nich to obowiązkowy punkt, szczególnie o zachodzie słońca.

I tak, Essaouira wygląda znajomo, bo kręcono tu sceny z „Gry o Tron” i kilku filmów historycznych. Ale na żywo jest jeszcze lepiej niż w HBO.

Więc czy to najlepsze miejsce na relaks z odrobiną historii w Maroku? Jeśli pytasz nas o zdanie, to zdecydowanie tak. Zero ciśnienia, pełna swoboda i klimat jakby trochę francuski, trochę surferski, a jednak całkiem marokański. Idealne na złapanie oddechu między Fezem a Saharą.

Sahara

Jeśli marzy Ci się przygoda w stylu „Lawrence z Arabii spotyka Instagrama”, to nie ma lepszego miejsca niż Sahara. A konkretnie Merzouga i pobliskie gigantyczne wydmy Erg Chebbi, złoto-pomarańczowe górki piasku, które wyglądają dokładnie tak, jak wyobrażałeś sobie pustynię w dzieciństwie.

Tylko że tu wszystko jest prawdziwe. I gorące!

Wyprawa na Saharę to nie jest zwykły wypad – to rytuał, który każdy podróżnik powinien przeżyć chociaż raz. Zaczyna się zwykle od przesiadki w Merzoudze, potem dosiadasz wielbłąda (tak, serio), ruszasz w stronę wydm i przez godzinę kołyszesz się jak worek z przyprawami. Trochę boli tyłek, ale widoki i cisza rekompensują wszystko.

Po zachodzie słońca docierasz do obozu, a tam tradycyjne namioty Berberów, kolacja przy ognisku, bębny i… niebo.

Niebo, które wygląda jak rozsypany brokat na czarnym tle. Milion gwiazd, zero świateł, zero hałasu. Tylko Ty, pustynia i świadomość, że to chyba najspokojniejsze miejsce, w jakim kiedykolwiek byłeś.

A jak to ogarnąć bez wydawania całej wypłaty?

Najlepiej zorganizować wyjazd z Marrakeszu lub Fezu – 2-3 dniowe pakiety zawierają transport, noclegi, jedzenie i wielbłąda w komplecie. Tylko sprawdź, czy w programie jest naprawdę biwak na wydmach, a nie tylko „widok z daleka”.

Warto też upewnić się, że namioty mają choćby minimalny standard (czyt. materac i koc).

Kiedy jechać?

Jesień i wiosna to najlepszy czas: nie za gorąco, nie za zimno. Latem można się stopić jak czekolada w bagażniku. Zimą w nocy bywa lodowato, dlatego termiczna piżama jest mocno wskazana!

Więc jeśli pytasz, co zobaczyć w Maroku, żeby zrobić sobie wspomnienie życia – Sahara daje emocje, które zostają z Tobą na długo.

Wąwóz Todra i Dolina Dades

Jeśli masz ochotę zamienić piach Sahary na trochę skał, zieleni i serpentyn, które przyprawiają o zawrót głowy to obierz kierunek: Wąwóz Todra i Dolina Dades.

Poznaj Maroko w wersji „wow”, ale bez tłumów. Trochę jak Grand Canyon w wersji mini, tylko z palmami i kazbami po drodze.

Wąwóz Todra to imponująca szczelina w górach Atlasu Wysokiego, z pionowymi ścianami sięgającymi ponad 150 metrów. I serio, przejście między nimi robi wrażenie. Szczególnie gdy obok Ciebie spacerują osły z towarem, a w oddali słychać, jak dzieciaki grają w piłkę na szutrze. Miejsce idealne na lekki trekking, wspinaczkę albo po prostu spacer z opadniętą szczęką.

Rzut beretem dalej (czyli 2-3 godziny samochodem, bo wiadomo, Maroko) jest Dolina Dades. Tu krajobraz zmienia się jak w kalejdoskopie: czerwone skały, zielone oazy, dziwaczne formacje skalne i serpentyny.

To właśnie tam znajdziesz legendarną „trasę 1000 kazb” czyli szlak pełen starych, glinianych twierdz, które wciąż stoją, mimo że czasem wyglądają jak zbudowane z ciasta.

Czy warto jechać trasą kazb? Jasne, że tak. Bo gdzie indziej zobaczysz tyle historii, architektury i kolorów na raz? Po drodze możesz zatrzymać się w mniejszych miasteczkach, zjeść coś domowego, wypić herbatę z lokalnymi i poczuć, że to już nie jest turystyczna trasa, tylko prawdziwe Maroko.

A gdzie się zatrzymać? Boumalne Dades, Tinerhir albo jedna z kazb przerobionych na guesthouse’y. Klimat gwarantowany, widoki z tarasu pierwsza klasa. I jeszcze jeden plus: w nocy jest tak cicho, że słyszysz własne myśli. Albo osła sąsiada.

Więc jeśli zastanawiasz się, co zwiedzić w Maroku, żeby oderwać się od zgiełku miast, te dwie doliny to idealny plan. Krajobraz jak z innej planety, ludzie mili, powietrze czyste, a zdjęcia wychodzą tak, że nikt Ci nie uwierzy, że to bez filtra.

Casablanca i Rabat

Jeśli myślisz, że Maroko to tylko piaski, targi i osły na ulicach, to Casablanca i Rabat szybko wyprowadzą Cię z błędu. Tu zamiast labiryntów medyny masz bulwary, wieżowce, tramwaje i… surferskie knajpy z burgerami. No i latte z mlekiem migdałowym. Maroko też idzie z duchem czasu!

Casablanca brzmi romantycznie, wiadomo, film i te sprawy. W rzeczywistości? To bardziej metropolia niż klimatowa perełka.

Ale jedno miejsce robi robotę, a jest nim Meczet Hassana II. Ogromny, częściowo stojący na wodzie, z minaretem sięgającym nieba. Można zwiedzać w środku, co w Maroku nie jest częste. I warto… marmury, mozaiki i ten dźwięk fal pod stopami… to miejsce zostaje w głowie na długo!

Casablanca to miasto do życia, niekoniecznie do zwiedzania. Fajne na chwilę, żeby poczuć miejski vibe, wypić kawę z widokiem na Atlantyk i pospacerować po Corniche. Ale nie zostawaj tu zbyt długo, jeśli marzy Ci się marokańska magia. Ona mieszka gdzie indziej.

Rabat z kolei to oficjalna stolica, ale zaskakująco spokojna. Czyste ulice, palmy, nowoczesne muzea i mnóstwo miejsc, gdzie historia miesza się z administracją.

Można zwiedzić Mausoleum Mohammeda V, ruiny Chellah i cytadelę Kasbah des Oudayas z bajecznym widokiem na rzekę i ocean. Tutejsza medyna jest mniej chaotyczna, bardziej lokalna. Idealna na spokojne zakupy bez “special price for you, my friend”.

Jeśli pytasz, co warto zwiedzić w Maroku z nowocześniejszego pakietu, to te dwa miasta dadzą Ci inny punkt widzenia. Taki bardziej współczesny, ale nadal z nutą orientu.

Atlas Wysoki i wioski Berberów

Maroko to nie tylko pustynia, oceany i bazary z dywanami. Wystarczy skręcić w stronę Atlasu Wysokiego, żeby poczuć się jak w zupełnie innym kraju.

Tu królują góry, cisza, czyste powietrze i gościnność, która nie potrzebuje Wi-Fi ani klimatyzacji. Wioski Berberów rozsiane po zboczach wyglądają jakby czas zapomniał je dogonić. I bardzo dobrze.

Bazą wypadową w góry jest wioska Imlil u stóp Jebel Toubkal, czyli najwyższego szczytu Maroka. I nie tylko Maroka, ale całej Afryki Północnej. Wysokość 4167 m n.p.m. robi wrażenie, ale jeśli nie masz ochoty zdobywać szczytów, wokół Imlil znajdziesz dziesiątki tras trekkingowych z pięknymi widokami.

Po drodze mija się wioski z domami z gliny, pola tarasowe, stada kóz i dzieciaki machające z progu. W wielu miejscach można zatrzymać się na herbatę miętową u lokalnej rodziny, zjeść chleb z oliwą i poczuć, że ten świat działa w innym rytmie. Powolnym, spokojnym i bardzo autentycznym. Tu nikt się nie spieszy, a gość zawsze jest mile widziany!

Kiedy najlepiej ruszyć w Atlas?

  • Wiosna i jesień to najlepsze miesiące. Wtedy nie ma upałów, szlaki są zielone, a powietrze aż pachnie świeżością.
  • Zimą w wyższych partiach może leżeć śnieg, dlatego to dobry moment dla tych, którzy lubią połączyć trekking z zimową aurą.
  • Latem bywa gorąco, ale da się przeżyć zwłaszcza jeśli uciekasz przed żarem Marrakeszu.

Jeśli nadal zastanawiasz się , co zobaczyć w Maroku, a chcesz odetchnąć i zobaczyć życie z zupełnie innej strony, góry Atlasu i wioski berberyjskie to wybór idealny. Mniej błyskotek, więcej prawdziwego Maroka. I widoki, które robią „wow” bez żadnych filtrów!

✍️ Autorem posta jest Matylda
Miłośniczka podróży z ponad czterdziestoma odwiedzonymi krajami oraz 8-letnim stażem w Egipcie. Do skrobania w internecie przekonałam się dopiero rok temu na swoim "egipskim" blogu, ale już teraz mogę powiedzieć, że kocham to co robię. Jak nie siedzę tutaj, działam w branży MLM, pieszczę swojego psa Henia i dokarmiam wszystkie bezdomne koty w okolicy.
Photo of author