Maroko to kraj w którym w jednej chwili możesz być w medynie, pięć minut później na pustyni, a jeszcze przed obiadem – w górach. Jeśli więc wpadło Ci do głowy pytanie gdzie lecieć do Maroka, to słusznie. Ale teraz masz niezłą zagwozdkę.
Bo ten kraj to nie tylko Marrakesz i targi z przyprawami. To też ocean, góry Atlasu, błękitne miasta, surfing, hammamy, śpiew muezinów o 5 rano i mięso z gliny, które smakuje lepiej niż wygląda. A do tego 300 dni słońca w pakiecie.
I to wszystko w zasięgu 4-godzinnego lotu z Polski!
Tylko gdzie? Gdzie najlepiej? Bo w Maroku nie ma jednej odpowiedzi. Są klimaty totalnie różne, a każda miejscówka gra swoją własną muzykę. Dlatego zebraliśmy najciekawsze kierunki, żebyś mógł spokojnie powiedzieć: wiem, gdzie jechać do Maroka – i właśnie tam pojadę.
Zaczynajmy!

Gdzie lecieć do Maroka – w skrócie
- Na plażowanie: Agadir, Essaouira, Taghazout, Martil
- Na zwiedzanie: Marrakesz, Fez, Rabat, Meknes, Casablanca
- Z dziećmi: Agadir – plażowy relaks, Marrakesz – kolorowa przygoda, Essaouira – luz i natura, Ifrane – marokańska Szwajcaria.
Już poniżej zapraszamy po szczegóły dotyczące każdego z tych kierunków.
Gdzie najlepiej do Maroka na plażowanie?

Agadir

Agadir to marokański kurort w wersji all inclusive.
Na miejscu znajdziesz wszystko, czego mógłbyś oczekiwać od tego rodzaju miejsca – czyt. długa plaża z miękkim piaskiem, szerokie bulwary, palmy, hotele z basenem i drinkiem w pakiecie.
Jeśli szukasz miejsca, gdzie można się wyłożyć na leżaku i nie myśleć o niczym poza kolorem ręcznika – no to jesteś w domu. Albo raczej w hotelu.
A jak Ci się znudzi leżenie, to zawsze możesz wskoczyć na skuter wodny albo zapisać się na lekcję surfingu (dla początkujących – bez stresu).
Wieczorem miejscowa promenada pełna jest knajpek, świateł i zapachu grilla. A jak najdzie Cię potrzeba wsiąkania miejscowej kultury, to można podjechać do ruin Kasbah, zobaczyć zachód słońca z góry albo po prostu połazić po bazare i kupić sandały, które założysz raz (lub w ogóle).
Agadir to zero komplikacji i maksymalny relaks. Tylko pamiętaj o filtrze. Ocean bywa zdradziecko słoneczny.
Essaouira

Essaouira to coś więcej niż tylko plaża. To miasto z duszą, klimatem i totalnie odmiennym „vibem”.
Stara medyna w białych i niebieskich kolorach, port z łodziami, mewy krzyczące o poranku i wiatr, który nigdy się nie kończy.
Naprawdę: Essaouira ma nawet przydomek „miasto wiatru”. Ale dzięki temu to raj dla kitesurferów i windsurferów.
Miejscowa plaża jest szeroka, długa, oraz dzika na krańcach. Można spacerować z końca w koniec i nie spotkać żywej duszy. Albo wypożyczyć konia, wielbłąda lub deskę – wedle gustu.
A po plażowaniu? Z otwartymi ramionami powita Cię miejcowa medyna z fajnym rękodziełem, muzyką na ulicy i najlepszym grillowanym dorszem, jaki w życiu zjesz.
Essaouira to luz, artystyczna atmosfera i brak pośpiechu. Idealne dla tych, co chcą plażować, ale z opcją wyjścia do ludzi.
Taghazout

Taghazout to mała miejscowość, która przyciąga surferów jak magnes.
Kiedyś była to niepozorna wioska rybacka, a dziś mekka dla tych, którzy chcą żyć między falą a talerzem pysznego tajine.
Tutejsza plaża jest surowa, z mocniejszymi falami, ale właśnie o to tu chodzi. Działa tu mnóstwo szkółek surfingu, więc nawet jeśli nigdy nie stałeś na desce, to do wieczora już stoisz. Albo leżysz z uśmiechem po pierwszym zderzeniu z falą.
Atmosfera jest totalnie wyluzowana:
- kawiarenki z tarasem, gdzie siedzisz boso, a w tle gra reggae
- hostele, w których ludzie grają na bębnach
- jedne z ładniejszych zachodów słońca w całym kraju
Taghazout to nie miejsce dla tych, którzy chcą tylko leżeć, ale jeśli szukasz aktywnego wypoczynku z widokiem na fale, jesteś u siebie.
Tétouan (Martil)

Martil, położone tuż przy Tétouan, to mniej znane, ale bardzo lubiane przez Marokańczyków nadmorskie miasteczko.
Znajdziesz tu spokojniejszą plażę z miękkim piaskiem, spokojniejszą wodą i klimatem wakacyjnym z naciskiem na… relaks w wersji lokalnej. Mniej turystów z Europy, więcej rodzin z Fezu, Rabatu i Casablanci.
Dla wielu to prawdziwe podróżnicze odkrycie, bo plaże są czyste, woda ciepła, a ceny przyjazne.
Nie ma tu luksusowych hoteli, ale są przyzwoite pensjonaty i apartamenty do wynajęcia. Idealne, jeśli chcesz zobaczyć Maroko bardziej autentyczne.
No i stąd tylko rzut beretem do samego Tétouanu, który wpisany jest na listę UNESCO. Naprawdę warto skoczyć choć na pół dnia i zobaczyć medynę bez tłumu!
Gdzie jechać do Maroka na zwiedzanie?

Marrakesz

Marrakesz to właśnie to Maroko, które widnieje na pocztówkach.
Miasto, które Cię przytłoczy, zaczaruje i po trzech godzinach sprawi, że przestaniesz szukać planu. Nie przesadzamy – tu nie da się zwiedzać z kartką w ręku.
Medyna to labirynt, który prowadzi do kramów z przyprawami, skórą, lampami, dywanami i… kotami śpiącymi w butach. A na samym środku tego szaleństwa znajduje się plac Jemaa el-Fnaa, czyli miks dźwięków, zapachów i krzyków sprzedawców, którzy potrafią mówić w pięciu językach i w żadnym poprawnie.
Do tego Pałac Bahia, Ogrody Majorelle (te od Yves Saint Laurenta), i grobowce Saadytów. Każde miejsce inne, każde z duszą.
Marrakesz to też doznania kulinarne – hammamy, azulejos, dachowe tarasy i najlepsze śniadania, jakie zjesz pod słońcem. Jeśli szukasz intensywnego zwiedzania z klimatem orientu, Marrakesz jest punktem obowiązkowym.
Fez

Fez to najstarsze miasto cesarskie, a jego medyna to największe żywe muzeum Bliskiego Wschodu.
Tutejsze ulice są tak wąskie, że osioł ledwo przechodzi, a Google Maps się wiesza po pierwszym zakręcie. Ale właśnie to jest w nim piękne!
Znajdziesz tutaj tysiące warsztatów rzemieślniczych, garbarnie, gdzie wciąż barwi się skórę jak 1000 lat temu, i kawiarnie z widokiem na dachy z satelitą i minaretem w jednym kadrze.
Do zwiedzania mamy słynną garbarnię Chouara – Medresa Al-Attarine, najstarszy uniwersytet świata – Al-Qarawiyyin, i dziesiątki bram, pałaców i dziedzińców. Fez jest mniej komercyjny niż Marrakesz, ale przez to bardziej surowy i prawdziwy.
Tu nie robisz „zwiedzania z checklisty”, tylko dajesz się ponieść. Albo zgubić. I to jest najfajniejsze.
Rabat

Rabat to trochę taki introwertyk wśród marokańskich miast. Jes ładny, zadbany, pełen historii, ale bez potrzeby krzyczenia „zobacz mnie”.
A szkoda, bo warto!
Medyna w Rabacie jest spokojna, czysta i uporządkowana. Jest po prostu idealna, żeby zacząć przygodę z Marokiem bez szoku kulturowego na samym starcie. Znajdziesz tu też Kazbę Oudayas z widokiem na ocean, Pałac Królewski, ruiny Chellah i Wieżę Hassana, czyli niedokończony minaret z ambicją sięgającą nieba.
Do tego parki, muzea, dobre jedzenie i poczucie, że jesteś w miejscu, które działa płynnie i bardziej po europejsku – bo w końcu to stolica!
Rabat łączy historię z nowoczesnością, ale nie na siłę. Dobrze się tu chodzi, dobrze się je i dobrze się… oddycha. Zwłaszcza po Marrakeszu.
Meknes

Meknes to miasto często pomijane. Zupełnie niesłusznie!
To była stolica kraju, pełna pałaców, bram i historii związanej z sułtanem Moulayem Ismailem, który budował jak szalony i zostawił po sobie ślady w każdym zakamarku miasta.
Bab Mansour to jedna z najpiękniejszych bram w Maroku, która robi wrażenie nawet po oglądnięciu setek zdjęć w internecie.
Dalej mamy mauzoleum Ismaila, stajnie królewskie i podziemne spichlerze, które można zwiedzać z latarką (i ciarkami).
Medyna jest mniejsza i bardziej przystępna niż ta w Marrakeszu czy Fezie, ale równie autentyczna. I do tego nieco senna – czyli idealna, żeby zwolnić tempo.
Meknes to dobry przystanek między Rabatem a Fezem, ale też świetna baza wypadowa do rzymskich ruin w Volubilis, które są dosłownie pod nosem.
Casablanca

Casablanca to nie tylko film i port. To raczej miasto, które żyje swoim rytmem.
To tu znajdziesz największy meczet w Maroku i jeden z największych na świecie – Hassan II Mosque. Robi wrażenie nie tylko rozmiarem, ale i lokalizacją. Jest wysunięty na Atlantyk, z podłogą ze szkła i minaretem, który zagarnia chmury. Zwiedzać można nawet od środka, co w świecie islamskiej architektury nie zdarza się często.
Reszta miasta to miks: dzielnice art déco, kafejki w stylu francuskim, nowoczesne galerie handlowe i stara medyna.
Casablanca to bardziej city-break niż historyczne safari, ale jeśli chcesz zobaczyć, jak wygląda Maroko „dzisiaj” – to właśnie tu.
I tak, mają też tramwaj. W Maroku. Tramwaj. No kto by pomyślał!
Gdzie do Maroka z dziećmi?

UWAGA: Wybór odpowiedniego miejsca na wakacje jest tak samo ważny jak to kiedy jechać. Upewnij się, że celujesz w odpowiedni termin, czytając nasz poradnik dotyczący tego kiedy najlepiej lecieć do Maroka.
Agadir – plażowy luz z opcją „dzieci w brodziku, ja z książką”
Agadir to jeden z najłatwiejszych kierunków na Maroko z dziećmi.
Kurorty działają jak dobrze naoliwiona maszyna: hotele z animacjami, płytkie baseny, śniadania w formie bufetu i piasek tak miękki, że można z niego lepić zamki do rana. Plaża szeroka, bezpieczna, woda spokojna, a deptak pozwala spacerować z wózkiem bez stresu.
Do tego klimat umiarkowany – nawet latem nie ma tu 45 stopni! (czego nie można powiedzieć o niektórych regionach Maroka).
Na dzieciaki czeka Krokodyli park (Crocoparc), rejsy łodzią, mały aquapark, karuzele i nawet przejażdżki na wielbłądzie.
Dla rodziców relaks, pyszny hammam, świeże owoce i kawa z widokiem. Agadir to nie miejsce na wielką przygodę, ale idealna baza, by odpocząć razem i nie martwić się logistyką.
Marrakesz – kolorowa przygoda z nutką szaleństwa
Marrakesz z dziećmi może i brzmi szalenie, ale też może się udać – jeśli dobrze to rozegrasz.
To miasto wciąga, świeci, pachnie i bawi – jak wielki arabski Disneyland bez kolejki do wejścia. Plac Jemaa el-Fnaa to spektakl na żywo: zaklinacze węży, bębniarze, baśnie na żywo, sok ze świeżych pomarańczy i dorożki, które suną przez medynę jak w bajce. A dzieciaki patrzą jak zaczarowane.
Poza medyną warto odwiedzić Ogrody Majorelle, ogród menarski, akwarium w hotelu La Mamounia (dla tych z większym budżetem) albo… wyjechać na chwilę z miasta.
W okolicy czekają eko-parki z alpakami, farmy wielbłądów i baseny z palmami. Marrakesz to dobry miks kultury i bodźców, więc polecamy w szczególności dla dzieci powyżej 6 lat (młodsze mogą się szybciej zmęczyć tempem miasta).
Essaouira – chill, wiatr i mewy na dokładkę
Essaouira to idealna opcja dla rodzin, które nie chcą zgiełku Marrakeszu ani komercyjnego Agadiru.
Tu wszystko dzieje się wolniej, bardziej lokalnie i… wietrznie. Ale to właśnie ten wiatr sprawia, że nie ma tu upałów, a powietrze jest rześkie jak po burzy.
Plaże są szerokie i płaskie, idealne do spacerów, zabaw z piłką czy puszczania latawca.
Dzieciakom może się spodobać port rybacki z kolorowymi łodziami, karmienie mew, wycieczka po murach miasta i kręte uliczki medyny, które wyglądają jak z filmu (bo częściowo naprawdę są – Essaouira to plan zdjęciowy „Gry o Tron”).
Wieczorami można usiąść na dachu z pizzą i patrzeć na ocean. To miejsce, gdzie odpoczywa się naturalnie – bez animacji, ale za to z klimatem.
Ifrane – marokańska Szwajcaria z pingwinem w herbie
Ifrane to kompletna niespodzianka na marokańskiej mapie.
Wygląda jak alpejskie miasteczko: dachy z czerwonej dachówki, czyste ulice, parki z jeziorkami i… pingwin jako symbol miasta.
Leży w górach Atlasu i nawet zimą potrafi spaść tu śnieg. Można więc jechać do Maroka z dzieckiem i lepić bałwana!
Dla rodzin to świetne miejsce na oddech: czyste powietrze, wiewiórki w parku, wyprawy do lasu cedrowego (gdzie żyją makaki!) i możliwość jazdy konno.
- Latem Ifrane to chłodna przystań od pustynnych temperatur.
- Zimą – opcja na sanki i śnieżki.
Hotele są spokojne, restauracje przyjazne, a tempo życia idealne, żeby nigdzie się nie spieszyć.





