Co zjeść w Meksyku - zdjęcie featured

Jedzenie w Meksyku. Co zjeść poza tacos? (14 legendarnych dań)

Zaktualizowane:
|
Photo of author
Matylda

Na tej stronie znajdziesz oferty sponsorowane, a także wyszukiwarkę wczasów od naszego partnera - Wakacje.pl.

Meksyk to nie tylko tacos, serio. Jasne, tortilla z nadzieniem to klasyk, ale kuchnia meksykańska ma znacznie więcej do zaoferowania. To jak zapytać: „Co pić w barze?” i skończyć na wodzie gazowanej.

Od mole, które smakuje jak czekolada pokłócona z papryką, po elote z serem i majonezem – co zjeść w Meksyku to temat rzeka. I to taka z ostrym nurtem i dużą ilością chili.

Każdy region ma coś swojego, każda abuelita swój sekretny przepis.

Przygotuj się na dania z kukurydzą, fasolą, mięsem i przyprawami, których nazw nie zapamiętasz, ale smak zostanie z Tobą na zawsze.

A jeśli jeszcze nie próbowałeś tamales na śniadanie czy chilaquiles po imprezie… to serio, czas nadrobić.

Zebraliśmy dla Ciebie 14 legendarnych dań, które pokazują, że jedzenie w Meksyku potrafi być bardzo różnorodne. Gotowy na gastro przygodę w rytmie mariachi i salsy?

Co zjeść w Meksyku?

Jeśli Meksyk kojarzy Ci się tylko z tacos i ceviche, to czeka na Ciebie niespodzianka!

  • Tamales – kukurydziane pakieciki z mięsem lub na słodko, zawijane w liście kukurydzy lub bananowca.
  • Chiles en nogada – papryczki poblano z mięsem, owocami i sosem orzechowym, posypane granatem.
  • Pozole – zupa z kukurydzą hominy, mięsem i dodatkami; występuje w wersji czerwonej, białej i zielonej.
  • Cochinita Pibil – długo pieczona wieprzowina z achiote i pomarańczą, zawijana w liście bananowca.
  • Mole – gęsty sos z czekoladą, chili i przyprawami, podawany z kurczakiem lub indykiem.
  • Enchiladas – zapiekane tortille z nadzieniem i sosem: czerwonym, zielonym lub śmietanowym.
  • Caldo de Res – wołowy bulion z warzywami i kukurydzą w kolbie, idealny na obfity obiad.
  • Tlayuda – chrupiąca tortilla z Oaxaca z fasolą, mięsem, warzywami i serem oaxaca.
  • Quesadillas – tortille z nadzieniem (niekoniecznie z serem), często z grzybami lub kwiatami dyni.
  • Elotes – grillowana lub gotowana kukurydza z majonezem, serem, chili i limonką.
  • Chilaquiles – kawałki tortilli w sosie z dodatkami jak ser, śmietana i jajko lub kurczak.
  • Barbacoa – jagnięcina lub wołowina pieczona w liściach agawy, często z consomé.
  • Aguachile – ostre ceviche z krewetkami, limonką, kolendrą i chili serrano.
  • Nopales – kaktus opuncji w sałatkach, jajkach, tacos lub grillowany – lekko kwaśny i zdrowy.

Tamales

fot. Gabi Gavrila’s Images (via Canva.com)

Jeśli zapytasz Meksykanina, co zjeść w Meksyku na śniadanie albo święto – odpowiedź może brzmieć: tamales. Te niepozorne pakieciki z mąki kukurydzianej, zawinięte w liście bananowca lub kukurydzy, kryją w sobie cały świat smaków.

Środek? Dowolność totalna. Od wieprzowiny z salsą verde, przez kurczaka w czerwonym mole, po wersje słodkie z rodzynkami i cynamonem.

Każdy region robi je trochę inaczej, każda babcia – najlepiej.

Jedzone rękami, jeszcze parujące, często z gorącą czekoladą albo atole. Tamales to street food, comfort food i soul food w jednym.

I choć wyglądają niepozornie, to potrafią wypełnić brzuch i serce na długo.

Chiles en nogada

fot. Juanmonino z Getty Images Signature (via Canva.com)

To danie wygląda jak flaga Meksyku… i dokładnie o to chodzi. Chiles en nogada to papryczki poblano faszerowane mieszanką mięsa, owoców i przypraw, polane aksamitnym sosem z orzechów włoskich i posypane ziarnami granatu oraz świeżą pietruszką.

Zielony, biały, czerwony – czyli smaczna wersja narodowego sztandaru.

Najczęściej pojawiają się w sierpniu i wrześniu, gdy Meksyk obchodzi Dzień Niepodległości. Ale nie musisz być patriotą, żeby je docenić.

To miks słodkiego, pikantnego i kremowego, który po prostu działa.

Uwaga – to nie jest street food, tylko coś w stylu kulinarnej operowej arii.

Czasochłonne, ale warto szukać lokalu, który robi je porządnie. Jeśli trafisz na dobre chiles en nogada, zapamiętasz ten smak na długo.

Pozole

fot. Florin Ciobanu’s Images (via Canva.com)

Co zjeść w Meksyku, gdy żołądek gra sambę? Pozole! To gęsta, treściwa zupa, która spokojnie może robić za dwa dania.

Bazą jest hominy, czyli specjalnie przetworzona kukurydza, do tego mięso (najczęściej wieprzowina lub kurczak), przyprawy i cała masa dodatków, które każdy dorzuca sam: sałata, rzodkiewki, limonka, cebula, oregano, chili…

Istnieją trzy główne wersje: pozole rojo (z czerwonymi paprykami), pozole blanco (bez sosu) i pozole verde (z zielonymi tomatillos i ziołami).

Każda smakuje inaczej, ale wszystkie mają wspólną cechę: po zjedzeniu człowiek wstaje od stołu z błogim uśmiechem i planem drzemki.

To danie często pojawia się na większych imprezach, rodzinnych spotkaniach i świętach. Zupa, która łączy ludzi i sprawia, że nikt nie wychodzi głodny.

Cochinita Pibil

fot. Robert Patrick Briggs z Getty Images (via Canva.com)

Cochinita Pibil to absolutny klasyk lokalnej kuchni i obowiązkowa pozycja każdej głodnej duszy.

Danie bazuje na długo pieczonej, zamarynowanej w achiote i soku z pomarańczy wieprzowinie, która dosłownie rozpływa się w palcach. Serio – nie potrzebujesz noża, wystarczy widelec… albo tacos!

Cochinitę zawija się w liście bananowca i piecze powoli przez kilka godzin – tradycyjnie w ziemnym piecu.

Efekt? Mięso soczyste, lekko cytrusowe, delikatnie pikantne, z nutą dymu. Serwowane najczęściej z cebulą marynowaną w limonce i świeżymi tortillami.

To danie, które nie tylko syci, ale i uczy szacunku do jukatańskiej tradycji. Jeśli zobaczysz gdzieś napis „Cochinita Pibil” – nie pytaj, tylko zamawiaj.

A potem podziękuj w myślach Majom.

Mole

fot. Marcos Elihu Castillo Ramirez z Getty Images (via Canva.com)

Co zjeść w Meksyku, jeśli masz ochotę na coś naprawdę złożonego?

Mole to kulinarna legenda, która z pozoru wygląda jak zwykły, ciemny sos… ale kryje w sobie całą encyklopedię smaków. Czekolada, chili, sezam, cynamon, orzechy, goździki – to tylko początek długiej listy składników, które mogą w nim wylądować.

Najbardziej znana wersja to mole poblano, ale tak naprawdę każdy region Meksyku ma swój przepis, kolor i klimat. Od zielonego mole verde po czarne jak noc mole negro z Oaxaki.

Sosy te gotuje się często przez wiele godzin, a niektóre wersje mają nawet kilkadziesiąt składników. To nie jest fast food – to slow food na sterydach.

Mole najczęściej serwuje się z kurczakiem, indykiem albo enchiladami. Jeśli trafisz na lokalną fiestę lub rodzinny obiad, mole będzie tam gościem honorowym.

A Ty – koniecznie musisz go spróbować.

Enchiladas

fot. Magenta (via Canva.com)

Enchiladas to zawijane tortille nadziewane wszystkim, co dobre – mięsem, warzywami, serem, a potem zalane sosem (najczęściej czerwonym lub zielonym), obsypane serem i zapieczone do chrupiącej perfekcji.

Są wersje delikatne i takie, które wypalą Ci język zanim zdążysz powiedzieć „proszę wodę”.

  • Enchiladas suizas to łagodniejsza, kremowa odmiana z sosem śmietanowym i serem.
  • Enchiladas rojas – to klasyka w sosie z czerwonego chili.
  • A enchiladas verdes… zgadnij. Sos z zielonych pomidorów i kolendry robi robotę!

Danie idealne na lunch po intensywnym zwiedzaniu lub jako domowy comfort food. Serio, nie ma lepszego sposobu, żeby zwinąć dobre smaki w jeden pakunek i polać to wszystkim, co grzeszne.

Caldo de Res

fot. Lunamarina (via Canva.com)

Co zjeść w Meksyku, gdy nadchodzi dzień na porządne, domowe jedzenie? Caldo de Res to klasyk z kategorii „babcia by się ucieszyła”.

To gęsty bulion gotowany na kościach wołowych z dużą ilością warzyw: kukurydzą w kolbie, ziemniakami, marchewką, kapustą i fasolką szparagową.

Mięso? Zawsze miękkie, rozpadające się przy dotyku widelca. Wywar? Klarowny, ale z pazurem – pełen smaku i duszy.

A do tego obowiązkowo limonka i ryż lub tortille podane z boku. Caldo de Res to nie przystawka. To pełnoprawny obiad, który rozgrzewa od środka.

To idealna opcja, jeśli dopadł Cię lekki kryzys po kilku dniach ostrych tacos i chcesz zjeść coś łagodnego, ale konkretnego.

Albo po prostu (jak Meksykanie) masz ochotę na smak dzieciństwa w płynie.

Tlayuda

fot. EdSimms z Getty Images (via-Canva.com)

Jeśli tacos to dla Ciebie za mało, ale nadal chcesz coś lokalnego i konkretnego, spróbuj Tlayudy – lokalnej specjalności ze stanu Oaxaca, która przypomina pizzę, ale to tylko pozory.

  • Na start: gigantyczna, chrupiąca tortilla z kukurydzy.
  • Na nią ląduje smalec z fasoli, mięso (najczęściej tasajo lub chorizo), warzywa, awokado i duuużo sera oaxaca, który ciągnie się lepiej niż wieczór na tequili.
  • Można ją złożyć na pół lub zjeść jak pizzę – wybór należy do Ciebie.

Tlayuda to street foodowy potwór. Jeden porządny placek wystarczy, żebyś nie myślał o jedzeniu przez kolejne 6 godzin. A do tego smakuje jak fiesta w ustach.

Idealna na późną kolację po dniu zwiedzania lub przygodzie z mezcalem.

Quesadillas

fot. indahlestar29 Indah Lestari (via Canva.com)

Jak to co zjeść w Meksyku? Quesadillas, wiadomo! Tylko nie daj się nabrać na nazwę… bo tu queso (czyli ser) wcale nie musi być obowiązkowym składnikiem.

W wielu regionach, zwłaszcza w Mexico City, quesadilla bez sera to norma.

Dostajesz więc złożoną tortillę z czymkolwiek – od grzybów (np. huitlacoche – meksykański przysmak z kukurydzianej pleśni), przez mięso, ziemniaki, aż po kwiaty dyni. Ser? Tylko jeśli o niego poprosisz.

To idealna opcja, jeśli chcesz spróbować różnych smaków na raz.

Street foodowy klasyk, który zje się jedną ręką, stojąc, siedząc, leżąc… albo czekając na autobus.

A jeśli trafisz na wersję z serem i kwiatami dyni? Zakochasz się po jednym kęsie.

Elotes

fot. olenayeromenkophotos (via Canva.com)

Jeśli chodzi o obowiązkowe jedzenie w Meksyku, elotes powinny wskoczyć na Twoją listę szybciej niż kiedykolwiek zdąży je przygotować uliczny sprzedawca.

Elote to gotowana lub grillowana kukurydza, którą potem… się upiększa. Majonez, ser cotija, limonka, chili w proszku i trochę masła. To nie przepis – to rytuał.

Wszystko nakładane warstwa po warstwie, aż masz w rękach lepki, pachnący, słony i lekko pikantny walec szczęścia.

Nie próbuj tego jeść elegancko. I tak będziesz cały w sosie. Ale za to – uśmiechnięty. I uzależniony od tego kukurydzianego klasyka.

Chilaquiles

fot. TrueCreatives (via Canva.com)

Chilaquiles to chrupiące trójkąty tortilli (najczęściej wczorajszej), utopione w zielonym albo czerwonym sosie, z górą sera, cebuli, kwaśnej śmietany i… opcjonalnie jajkiem sadzonym lub kurczakiem.

Brzmi jak bałagan? Jest. Ale taki, który przywraca wiarę w życie.

To danie niby nic, a jednak wszystko. Idealne na leniwe poranki, szybkie brunch’e albo momenty, gdy trzeba się pozbierać do kupy po meksykańskiej imprezie.

Barbacoa

fot. Robert Patrick Briggs z Getty Images (via Canva.com)

Zastanawiasz się co zjeść w Meksyku, jeśli masz ochotę na coś naprawdę konkretnego?

Barbacoa to nasza odpowiedź. To mięso (najczęściej jagnięcina albo wołowina), które piecze się przez wiele godzin w podziemnym piecu, owinięte w liście agawy.

Brzmi dziko? I właśnie o to chodzi.

Efekt? Mięso tak miękkie, że rozpada się od samego spojrzenia. Głębokie, dymne nuty, których nie da się podrobić żadnym patelniowym trikiem. Podawane zwykle z cebulką, kolendrą i salsą w kukurydzianej tortilli.

Czysta uczta.

Idealne na weekendowy brunch albo niedzielne śniadanie – zwłaszcza w lokalnych jadłodajniach, gdzie serwują je z consomé, czyli esencjonalnym rosołkiem z mięsa. Niby klasyka, ale co za klasyka.

Aguachile

fot. Arturo Peña Romano Medina z Getty Images Signature (via Canva.com)

Jeśli pragniesz poczuć smak Pacyfiku i dostać jednocześnie ostrego kopniaka – spróbuj aguachile.

To kuzyn ceviche, tylko że zamiast grzecznych nutek limonki dostajesz cały mariachi z chili serrano w roli głównej.

Surowe krewetki marynowane są błyskawicznie w soku z limonki, a potem lądują w sosie z kolendry, cebuli, ogórka i piekielnie ostrej papryczki.

Danie jest świeże, chrupiące i… płonie od pierwszego kęsa. W upalne dni działa jak kulinarny defibrylator.

Aguachile to jedno z tych dań, które nie boi się wyzwań. Sprawdzi się idealnie przy plaży, z zimnym piwem i zachodzącym słońcem w tle.

Tylko uważaj – to nie jest przekąska dla mięczaków.

Nopales

fot. Juanmonino z Getty Images Signature (via Canva.com)

Na pytanie o najsmaczniejsze jedzenie w Meksyku, wielu lokalnych kucharzy odpowie bez wahania: nopales!

Czyli plasterki opuncji, które po ugotowaniu przypominają coś między fasolką szparagową a papryką… z delikatną śliskością, której nie da się pomylić z niczym innym.

Kaktus trafia na talerze w sałatkach, jajecznicach, tacos, zupach, a czasem nawet jako grillowany dodatek do mięsa. Bogaty w błonnik, witaminy i… ciekawość turystów, bo mało kto od razu wie, z czym ma do czynienia.

Nopales są lekko kwaśne, świeże i zaskakująco smaczne.

Jeśli lubisz próbować rzeczy, które wyglądają jak z kreskówki, a smakują jak coś zdrowego z twistem – trafione w punkt.

Mamy nadzieję, że nasze propozycje rozbudziły twoją wyobraźnię i już pakujesz walizki! Proponujemy, abyś sprawdził jeszcze, jak się ma picie alkoholu w miejscach publicznych. Czy można czy raczej nie?

✍️ Autorem posta jest Matylda
Miłośniczka podróży z ponad czterdziestoma odwiedzonymi krajami oraz 8-letnim stażem w Egipcie. Do skrobania w internecie przekonałam się dopiero rok temu na swoim "egipskim" blogu, ale już teraz mogę powiedzieć, że kocham to co robię. Jak nie siedzę tutaj, działam w branży MLM, pieszczę swojego psa Henia i dokarmiam wszystkie bezdomne koty w okolicy.
Photo of author