Notka od autora: W dzisiejszym artykule wspólnie sprawdzimy kiedy najlepiej lecieć na Filipiny biorąc pod uwagę warunki atmosferyczne, tłumy, a także Twój budżet oraz oczekiwania względem wypadu. Zapraszam do poniższej lektury i… udanych wczasów 🙂
Filipiny to niby całoroczne ciepło i tropiki, ale jak się zagłębisz, to wcale nie takie proste. Możesz trafić na suchy raj, a równie dobrze możesz utknąć w bungalowie z powodu tajfunu. Dlatego zanim rzucisz wszystko i kupisz bilet w jedną stronę, warto ogarnąć kiedy jechać na Filipiny, żeby nie wrócić ze sporym rozczarowaniem.
Kraj ma ponad siedem tysięcy wysp i każda żyje trochę swoim klimatem. Na północy potrafi być chłodnawo, na południu wiecznie tropikalnie, a środek bywa zaskakujący. Do tego dochodzą pora sucha, pora deszczowa, sezon tajfunów i bonus w postaci świątecznych cen!
Więc nasze drogie Filipiny – kiedy jechać? Już sprawdzamy.

Kiedy najlepiej lecieć na Filipiny – w dużym skrócie
Jeśli marzysz o pięknej pogodzie bez ani jednej kropli deszczu, to grudzień do maja będzie strzałem w dziesiątkę – słońce, plaża, palmy i zero zmartwień. Ale uwaga, wtedy wszyscy mają ten sam plan, więc jest drogo i tłoczno, zwłaszcza w takich miejscach jak Palawan czy Boracay. Z kolei od czerwca do listopada robi się bardziej wilgotno i deszczowo, ale za to jest taniej, spokojniej i bardziej lokalnie. Lipiec i sierpień to loteria z tajfunami, więc może być albo pięknie, albo błotnisty dramat. Jeśli nie boisz się chmur i lubisz przeceny, to czerwiec, wrzesień i październik mogą być całkiem dobrym wyborem.
Dla lepszego zobrazowania sytuacji, spójrz na naszą infografikę poniżej.

A teraz, skoro już masz powierzchowne informacje na temat tego kiedy lecieć na Filipiny, przyjrzyjmy się każdemu z sezonów z bliższa.
Sezon wysoki (grudzień – maj)
Jeśli celujesz w wakacje na Filipinach bez zaskoczeń pogodowych, to grudzień–maj jest szczytem sezonu. W tym czasie Filipiny wchodzą w tryb „pocztówka”. Oznacza to, że słońce grzeje codziennie, niebo jest czyste jak łza, a deszcz wyjechał na urlop.
To właśnie wtedy wyspy takie jak Palawan, Boracay, Cebu, Siargao czy Bohol pokazują się z najlepszej strony. Wszystko działa, wszystko otwarte, a każda plaża wygląda rzeczywiście tak jak na rolkach z Instagrama.

Od grudnia do lutego temperatury są idealne: ciepło, ale jeszcze bez tej parującej wilgotności. Marzec i kwiecień robią się już naprawdę gorące, więc jeśli nie znosisz upałów, lepiej celować w styczeń lub luty. Woda w morzu to wtedy dosłownie tropikalna zupa… jest idealna do pływania, snorkelingu, czy nurkowania (np. w Zatoce Honda czy przy Twin Lagoons w Coron).
Mimo, że sezon wysoki brzmi baaardzo dobrze, to to teraz czas na mały kubełek zimnej wody – wraz z idealną pogodą przychodzi też fala wyższych cen. Loty kosztują więcej, hotele podnoszą stawki, a masaż na plaży przestaje być śmiesznie tani. Najdrożej robi się w okolicach Świąt Bożego Narodzenia, Sylwestra i Wielkanocy, bo wtedy ceny potrafią być wyższe nawet o 50–70% niż poza sezonem. A mimo to, turystów jest więcej niż palm.
Z drugiej strony jeśli jesteś pierwszy raz na Filipinach i nie chcesz ryzykować deszczu, to warto przełknąć te wyższe ceny i polecieć właśnie wtedy. Będziesz mieć gwarancję, że island hopping nie odwołają, że nie wpadniesz w błotną apokalipsę i że wszystko, co planujesz, się po prostu odbędzie. Dla fanów aktywności outdoorowych, takich jak nurkowanie, surfowanie, trekking po tarasach ryżowych czy odkrywanie pobliskich jaskiń – to najlepszy możliwy moment.
Jeśli chcesz trochę zaoszczędzić, ale nadal mieć świetną pogodę, pomyśl o maju. To taki moment, kiedy sezon się kończy, ale deszcze jeszcze nie szaleją. Turyści powoli się rozjeżdżają, a ceny zaczynają mięknąć. Można wtedy złapać dobry balans między pogodą, a portfelem.
Sezon przejściowy (czerwiec – listopad)
Na papierze wygląda średnio. Czerwiec, lipiec, sierpień… pada, parno, tajfuny… Ale zaraz, zaraz – sezon przejściowy na Filipinach to nie koniec świata. Jasne, jest bardziej wilgotno, czasem coś pokropi, może i nawet zagrzmi, ale to też czas, gdy wiele wysp oddycha po sezonowym szturmie i robi się całkiem przyjemnie.
Największy plus to oczywiście wyraźnie niższe ceny. Hotele zaczynają kusić promocjami, bilety lotnicze spadają, a masaże wracają do normalnych cen. Jeśli jesteś typem podróżnika, który lubi tropiki, ale niekoniecznie z tysiącem Europejczyków w klapkach obok, to właśnie wtedy warto się wybrać.
Zresztą, wyspy takie jak Siargao, Bohol czy Camiguin w tym okresie wciąż mają się dobrze i potrafią dać Ci to samo, co w sezonie (tylko taniej i spokojniej).

Faktem jest, że wzrasta wilgotność, szczególnie w sierpniu i wrześniu. Ubrania schną w trzy dni, a klimatyzacja staje się wręcz wymogiem do przetrwania. Ale jednocześnie to właśnie w tych miesiącach roślinność eksploduje na zielono, wodospady nabierają mocy, a krajobrazy są totalnie soczyste. Jeśli planujesz wypady w teren, zwiedzanie jaskiń, spacer po tarasach ryżowych, to nie ma lepszego momentu.
A co z deszczem? Jest go więcej, ale rzadko leje cały dzień. Zwykle to krótka ulewa po południu albo wieczorem. Rano wstajesz, świeci słońce, robisz island hopping, wracasz na ląd i dopiero wtedy coś kapnie. A czasem nawet nie. Prognozy pogody na Filipinach w tym okresie działają jak wróżenie z fusów, więc nie ma co się stresować. Trzeba po prostu wrzucić na tryb wakacyjnego luzu.
Sezon przejściowy ma też to do siebie, że wyspy stają się bardziej lokalne. Mniej imprez, mniej skuterów z selfie-stickami, więcej pogaduszek z mieszkańcami, więcej przestrzeni na plażach. To idealny czas, żeby odkrywać mniej znane perełki, np. Siquijor, Dumaguete, Apo Island czy nawet mniej oblegane plaże Cebu.
I jeszcze jedno! Jeśli jesteś fanem kitesurfingu albo windsurfingu, to właśnie wtedy warunki bywają najlepsze. Więcej wiatru, mocniejsze fale, mniej przeszkadzających turystów w wodzie.
Sezon niski (lipiec – październik)
To jest ten moment, kiedy większość turystów mówi „nope”, a my mówimy: hej, nie skreślajcie tego tak od razu. Sezon niski na Filipinach to czas deszczu, możliwych tajfunów, błota po pas i wiecznie zmieniających się planów. Ale też to okres najniższych cen, najmniejszego tłoku i całkiem fajnych okazji.
Od lipca do października trwa pełnoprawna pora deszczowa. Nie zawsze leje codziennie, ale trzeba się przygotować na porządne tropikalne ulewy, zwłaszcza po południu i wieczorami. Czasem pada 15 minut i znika. Czasem pada cały dzień. A czasem nie pada w ogóle, a Ty możesz cieszyć się Filipinami za ułamek cen z sezonu szczytowego.
To właśnie wtedy większość hoteli mocno tnie ceny. Można trafić naprawdę fajne resorty w cenie hostelu z sezonu wysokiego. Bilety lotnicze też wyglądają dużo przyjemniej, a turyści… no cóż, znikają. Zamiast tłumów przy tarasach ryżowych – masz je tylko dla siebie. Zamiast wyścigu o najlepsze miejsce na plaży – masz całą plażę i jeszcze pół laguny gratis.
Minusy sezonu niskiego oczywiście są. W tym czasie może dojść do tajfunów, zwłaszcza na północy kraju. Region Luzon, czyli okolice Manili czy Banaue, potrafi dostać w kość. Drogi bywały zalane, promy odwołane, a island hopping w El Nido zamieniał się w maraton planszówek w hostelu. Jeśli masz napięty grafik i chcesz „odhaczyć” konkretne miejsca, w sezonie niskim może być trudne. Ale jeśli masz czas i podejście: „zobaczymy, gdzie mnie pogoda poniesie” – będzie dobrze.
Gdzie wtedy lecieć? Południowe wyspy takie jak Siargao, Dumaguete, Bohol czy część Mindanao mają stabilniejszą pogodę nawet w porze deszczowej. Do tego, jeśli jesteś fanem surfingu, to ten okres to absolutny top sezon na fale – zwłaszcza na Siargao. Lokalsi wiedzą, że wtedy zaczyna się zabawa na oceanie.
Kiedy na Filipiny? Wybierz termin pod siebie!
Wiesz już, co się dzieje na Filipinach o różnych porach roku. Ale jak to przekuć na konkretną decyzję? No to rozłóżmy to na czynniki pierwsze – co, kiedy i dla kogo.
Masz niezły budżet? Lecisz w sezonie
Jeśli nie boisz się cen lotów i noclegów, masz ograniczoną długość urlopu i chcesz mieć pogodową gwarancję, to grudzień–maj będzie najlepszym rozwiązaniem.
Święta na plaży, luty w lagunie i maj na hamaku – wszystko gra. Pogoda robi robotę, deszcz nie psuje planów, a island hopping odbywa się bez żadnych niespodzianek. Idealne na podróż poślubną, rodzinny chill czy po prostu zasłużone wakacje bez stresu.
Lubisz zwiedzać? Postaw na sezon przejściowy
Jeśli wolisz łazić po dżungli, oglądać wodospady, jeść street food i gubić się w lokalnych wioskach, to czerwiec, wrzesień i październik będą dla Ciebie idealne.
Nadal ciepło, nadal pięknie, tylko bardziej dziko i bez tłumów. Wilgoć jeszcze da się przeżyć, a deszcz jest tylko chwilowy. Za to zdjęcia z podróży – jak z National Geographic!
Chcesz wydać jak najmniej? Ryzykuj w sezonie niskim
Jeśli jesteś zwolennikiem budżetowych podróży, celuj w okres lipiec–październik.
Znajdziesz wtedy masę tanich opcji noclegowych, nikt nie depcze Ci po ręczniku, a masaż z widokiem na ocean kosztuje mniej niż kawa na lotnisku. Musisz tylko pogodzić się z tym, że pogoda bywa kapryśna, a niektóre promy i wycieczki mogą wypaść z grafiku. Ale jeśli masz czas i podejście „co będzie, to będzie” – okres ten będzie idealny.
Typ podróży vs. miesiące
- 🏖️ Na plażowanie, opalanie i Instagram: grudzień – kwiecień. Palawan, Boracay i Bohol przodują na liście.
- 🌿 Na zwiedzanie, trekking i przyrodę: maj, czerwiec, wrzesień. Zielono, soczyście i spokojnie.
- 🌊 Na surfing, kitesurfing i fale większe niż Ty: sierpień – listopad. Siargao przyjmie Cię z otwartymi ramionami.
Podsumowanie
Jak już wiesz po przeczytaniu naszego artykułu, to kiedy najlepiej lecieć na Filipiny będzie w głównej mierze zależało od Twoich własnych oczekiwań względem wakacji. Uważamy, że okres przejściowy jest idealną równowagą zarówno pod kątem warunków pogodowych jak i cen.
Bez względu na to na jaki okres postawisz, jesteśmy przekonani, że wrócisz z szerokim uśmiechem na twarzy i rozpoczniesz odliczanie do następnych odwiedzin tego wyjątkowego miejsca na ziemi!





