Jeśli zastanawiasz się co zjeść w Emiratach Arabskich to zapomnij o suchym hummusie i kebabie z budki.
Jedzenie tutaj, to jazda bez trzymanki po smakach Bliskiego Wschodu, Indii i Półwyspu Arabskiego. Jest aromatycznie, jest konkretnie i jest… tłusto.
Ale to właśnie w tej mieszance przypraw, mięsa i ryżu kryje się kulinarne złoto tego regionu.
W Dubaju zjesz danie z 5-gwiazdkowego hotelu, a pięć minut później shawarmę za piątaka z budki, która smakuje jak niebo.
Abu Zabi, Ras al-Chajma, Szardża – wszędzie coś innego, ale zawsze dobrze.
Kuchnia emiracka lubi dzielić się jedzeniem, więc przygotuj się na wielkie talerze, wspólne miski i jedzenie palcami (albo chlebkiem).
Co konkretnie wrzucić na widelec? Sprawdź naszą listę 9 pyszności, które musisz spróbować, zanim wrócisz do samolotu z pełnym brzuchem i bagażem pełnym przypraw.
Co zjeść w Emiratach Arabskich – w skrócie
Choć EAA kojarzą się z nowoczesnością i luksusem, lokalne jedzenie to uczta pełna przypraw, powolnego gotowania i bliskowschodniego klimatu. A to wszystko obok szczypty Indii i Libanu.
- Al Harees – pszenica i mięso gotowane godzinami, wygląda skromnie, ale smakuje jak tradycja w wersji „na serio”.
- Al Machboos – ryż basmati z mięsem i przyprawami typu kardamon, cynamon i loomi, pachnie jak arabski targ na obiad.
- Shawarma – soczyste mięso z rożna w chlebku z sosami i piklami, street food, który ratuje życie między atrakcjami.
- Samboosa – chrupiące pierożki z farszem, ziemniaki, soczewica albo mięso, idealne „na dwa gryzy”.
- Balaleet – słodki makaron z kardamonem i wodą różaną plus jajka na wierzchu, dziwne… a potem nagle pyszne.
- Kabsa – wielka misa ryżu z mięsem i przyprawami, często z orzechami i rodzynkami, danie do dzielenia się z ekipą.
- Grillowana ryba (Hammour) – świeża ryba z grilla z cytryną i czosnkiem, świetna przerwa od ciężkich mięs.
- Luqaimat – małe pączkowe kulki w syropie daktylowym lub miodzie, kończy się na „jeszcze jedną” x10.
- Karak Chai – mocna herbata z mlekiem i przyprawami, lokalny klasyk do popijania o każdej porze dnia.
Al Harees

Co zjeść w Emiratach Arabskich, jeśli chcesz poczuć smak lokalnej tradycji? Zdecydowanie Al Harees.
To jedno z tych dań, które może i wyglądają jak owsianka po przejściach, ale niosą za sobą całą historię regionu.
Podawane zwłaszcza podczas Ramadanu i większych uroczystości, przygotowywane jest z pszenicy i mięsa (zazwyczaj kurczaka lub jagnięciny), gotowanych razem przez wiele godzin w specjalnych piecach glinianych.
Nie ma tu przyprawowego szaleństwa, gdyż smak buduje się powoli, dzięki czasowi i cierpliwości. Al Harees to kulinarna medytacja, gładka, sycąca i głęboka w smaku.
Arabowie zajadają się nim z odrobiną masła klarowanego albo daktyli na boku.
Jeśli masz okazję – nie odmawiaj. To nie tylko danie, to doświadczenie.
Al Machboos

Al Machboos to danie z kategorii „wszystko w jednym”, ale w totalnie luksusowej wersji. Główne składniki to ryż basmati gotowany z mięsem (najczęściej kurczakiem, jagnięciną albo rybą), pomidorami, cebulą i absolutnym hitem tego przepisu: mieszanką lokalnych przypraw, która robi całą robotę.
Na liście aromatów królują kardamon, goździki, cynamon, suszona limonka (loomi!) i szafran.
Serio, pachnie jak arabski targ, tylko że w formie obiadu. Al Machboos to klasyk w domach i restauracjach, czyli coś, co Emiratczycy stawiają na stół, gdy chcą dobrze nakarmić i zrobić wrażenie.
Shawarma

Jeśli zastanawiasz się co zjeść w Emiratach Arabskich w wersji uliczno-błyskawicznej, to shawarma jest absolutnym pewniakiem. Ale uwaga, bo tutaj nie dostaniesz po prostu kebaba jak z osiedlowego baru.
Wersja z emiratów arabskich to poziom wyżej, bardziej przyprawiona, bardziej soczysta i… często tańsza niż butelka wody w hotelu.
Mięso (zwykle kurczak lub wołowina) kręci się na pionowym rożnie, jak wszędzie, ale to marynata robi różnicę. Mieszanka czosnku, kardamonu, octu, cynamonu, jogurtu i soku z cytryny daje smak, który uzależnia.
Shawarma wpada najczęściej do cienkiego chlebka arabskiego razem z frytkami (tak, frytkami!), sałatą, piklami i sosami: czosnkowym albo tahini.
To jeden z tych posiłków ulicznych, który kupisz za grosze w prawie każdym zakątku Dubaju, Abu Zabi czy Szardży. Idealna opcja po całym dniu zwiedzania lub przed nocą pełną wrażeń.
Samboosa

Jako szybki starter albo przekąskę na dwa gryzy polecamy Samboosa. Ten złocisty pieróg przywędrował tu z Indii, ale zdążył się zadomowić i przyjąć lokalne zwyczaje kulinarne.
Efekt? Różnorodność farszów, których nie znajdziesz nigdzie indziej.
Ciasto jest cieniutkie, chrupiące. Farsz? Wersje są przeróżne: ziemniaki z przyprawami, soczewica z kolendrą, ser z miętą, mięso mielone z cebulką i chili.
Spotkasz też warianty wege i rybne. Wszystko smażone na głębokim tłuszczu, ale nie ociekające – samboosy to mistrzowie balansu między tłustością a chrupkością.
Dostaniesz je w piekarniach, na stoiskach z przekąskami, w foodtruckach i… na hotelowych bufetach. Koszt? Symboliczny. Smak? Uderza od pierwszego kęsa.
Balaleet

Co zjeść w Emiratach Arabskich o poranku, żeby od razu poczuć lokalny klimat? Balaleet! To jedno z tych dań, które łamią wszelkie zasady, bo kto normalny łączy cukier, cynamon i wodę różaną z… jajecznicą? Emiraty, właśnie one.
Balaleet to cienkie nitki makaronu (takie w stylu vermicelli), ugotowane z cukrem, kardamonem i wodą różaną, a na wierzchu – jajka, najczęściej w formie cienkiego omletu.
Brzmi dziwnie? Być może. Ale to klasyka, która zaskakuje już od pierwszego kęsa. Delikatna słodycz makaronu i lekko słone jajka tworzą duet jak z innej planety i to całkiem smacznej.
Najczęściej serwowane jako śniadanie lub przekąska podczas Ramadanu, ale zdarza się też jako deser na rodzinnych ucztach. Najlepiej polować na domowe wersje w lokalnych knajpkach albo podczas kulinarnych wydarzeń.
Kabsa

Jeśli masz ochotę na coś efektownego, aromatycznego i absolutnie klasycznego to Kabsa będzie strzałem w dziesiątkę. To danie, które wygląda jak święto na talerzu i smakuje tak, że nikt nie zostaje głodny.
Podstawą jest długi, sypki ryż (najczęściej basmati), ugotowany w wywarze pełnym przypraw: cynamonu, kardamonu, goździków, szafranu i ziela angielskiego. Do tego dorzuca się mięso (może to być kurczak, jagnięcina, a czasem nawet koźlina) pieczone lub duszone aż do miękkości. Całość często wieńczy się orzechami, prażoną cebulką i rodzynkami.
To danie podawane jest zwykle na wielkich półmiskach – idealne do dzielenia się.
Kabsa ma swoje korzenie w Arabii Saudyjskiej, ale w Emiratach dorobiła się własnych lokalnych wariantów. Często pojawia się na weselach, świętach, ale też jako codzienny obiad w domach i restauracjach. Szukaj wersji z jagnięciną, bo będzie niezapomniana.
Grillowana ryba (najlepiej Hammour)

Co zjeść w Emiratach Arabskich, kiedy najdzie Cię ochota na coś lekkiego, lokalnego i naprawdę świeżego? Zdecydowanie grillowaną rybę, a najlepiej Hammour – regionalnego bohatera morskich głębin.
Hammour, czyli po polsku granik, to jedna z najpopularniejszych ryb serwowanych w ZEA. Mięso ma zwarte, delikatne, niemal maślane i nie potrzebuje miliona dodatków. Wystarczy sól, sok z cytryny, czosnek, oliwa i odrobina przypraw arabskich. Ląduje na grillu i po kilku minutach rozpływa się w ustach.
Grillowana ryba jest obowiązkową pozycją w menu wielu nadmorskich restauracji, a najlepsze znajdziesz tam, gdzie widzisz rybaków, a nie turystyczne neony.
Koniecznie zamów ją z ryżem lub chlebkami khubz oraz ostrym sosem z limonką i kolendrą.
To idealna opcja, gdy masz już dość ciężkich dań mięsnych, a chcesz poczuć smak Zatoki Perskiej prosto z rusztu. Nie bez powodu hammour to lokalna legenda.
Luqaimat

Jeśli masz słabość do słodkości, które nie kończą się na jednym kęsie to spróbuj luqaimat: małe, złociste kulki ciasta, które znikają szybciej, niż zdążysz powiedzieć „jeszcze jedną”.
To coś w rodzaju arabskich pączków, ale bez nadzienia. Delikatne w środku, chrupiące z zewnątrz. Tuż po usmażeniu polewa się je gęstym syropem z daktyli albo miodem i posypuje sezamem.
W wersji tradycyjnej nie ma żadnych udziwnień – sama prostota, która uzależnia.
Luqaimat często pojawia się na stołach w czasie Ramadanu, ale w rzeczywistości znajdziesz je cały rok na food truckach, bazarach i w lokalnych restauracjach. Czasem sprzedawane są z kartonika, czasem w eleganckiej miseczce, ale zawsze z tym samym efektem: nie da się skończyć na jednej.
To deser idealny na wspólne dzielenie się przy stole. Choć… nie obiecujemy, że faktycznie się podzielisz.
Karak Chai

Karak Chai to nie jest zwykła herbata. To napój, który kopie smakiem jak wielbłąd z zaskoczenia i zostaje w pamięci na długo.
Karak to czarna herbata gotowana z przyprawami, najczęściej kardamonem, cynamonem i goździkami, zalana mlekiem i solidnie dosłodzona.
Brzmi znajomo? Bo to kuzyn indyjskiej chai masala, tylko że w emirackiej wersji podkręconej do maksimum. Właśnie ten „pazur” sprawia, że miejscowi nie wyobrażają sobie dnia bez kubka Karaka. gwarantujemy, że Ty też szybko dołączysz do klubu.
Przeczytaj także: Zasady przewozu alkoholu do ZEA
Podawana w małych kubeczkach, często z food trucków czy prostych budek na rogu ulicy. Kosztuje grosze, a daje porządnego kopa energii. Idealna na poranne przebudzenie, popołudniową przerwę albo nocne gadki z widokiem na miasto.
PRO TIP: Jeśli zapytasz miejscowego, gdzie znaleźć najlepszy Karak, to przygotuj się na dyskusję dłuższą niż kolejka po shawarmę.





